Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Andrzej Gregosiewicz   ODEDRGANIE ALTERNATYWNE. NATURALNA HISTORIA PEWNEJ "PROWOKACJI"
5

ODEDRGANIE ALTERNATYWNE. NATURALNA HISTORIA PEWNEJ "PROWOKACJI"

PODTYTUŁ

Harmoniczne odedrganie lewitacji rozedrganych pól morfogenetycznych w celu uzyskania rezonansu energii subtelnych zdezorganizowanych przez promieniowanie geopatyczne żylaków wodnych zaburzających stabilizację tachionów w zenicie, leptonów na orbicie i bozonów o świcie, utrudniających nadświetlny przepływ macierzy przez kontinuum energii w punkcie zero, przy użyciu perpetuum debile magnum w postaci holistycznego czteropaku do pomiaru bezmiaru oscylacji błon komórkowych w neuronach, aksonach, synapsach i punktach akupunkturowych znanej amerykańskiej badaczki drgań epileptycznych w okresie remisji psycho-komisji (MORA, OBERON, SALVIA, BIO-HARMONEX)

CHRONOLOGIA ZDARZEŃ

1/ Mój artykuł pt. „Homeopatia i prawa pacjenta” (http://tiny.pl/h1vfh).

2/ Komentarz Pani Renaty Zarzyckiej (ta sama strona) z „naukowym” wyjaśnieniem natury „bodźca informacyjnego”

3/ C.d. wyjaśnienia P. Renaty (na własnym blogu) pt.: „"Bodziec energetyczny czyli materialne nic? Jaka jest prawda naukowa?"

4/ Mój wpis (nick – Beata) na blogu P. Renaty z pytaniem, co sądzi o terapii aparatem MORA? (http://tiny.pl/h165c).

5/ Odpowiedź P. Renaty (ta sama strona) będąca punktem wyjścia do poniższych rozważań.

CEL „PROWOKACJI” (KRYPTONIM „BEATA”)

Otrzymanie od P. Renaty szczerej („naukowej”) odpowiedzi, której treść nie pozostawi nikomu żadnych wątpliwości, że strefa oszustwa wokół medycyny poszerza się nieustannie oraz, że obowiązkiem lekarza jest ostrzeganie ludzi chorych przed, promowaną w globalnym medium, oszukańczą „medycyną alternatywną”.

Wyjaśniam: medycyna nie potrzebuje przymiotnika. Jeżeli jakaś metoda terapeutyczna wykazuje skuteczność, natychmiast traci etykietę typu alternatywna, chińska lub kretyńska. Triumfalnie wkracza na salony instytucji naukowych, zostaje wpisana do podręczników, wykładam ją studentom, a jej autorzy zyskują międzynarodową sławę i prestiż.

„Alternatywni” zaś, majaczą dalej w kółko o zmianie paradygmatu na holistyczny, o otwartości umysłów, o tysiącletnich doświadczeniach chińskich szamanów, o skanowaniu elektromagnetycznym, o punktach akupunkturowych, o pamięci wody, o kosmicznych wibracjach, o ziemskich drganiach, czakramach, meridianach i nieskończonej ilości podobnych bzdur.

Krótko mówiąc: jest medycyna i jest atrapa medycyny określana przymiotnikiem „alternatywna”. Atrapy, z samej definicji, są fałszerstwem lub badziewiem.

Jeśli ktoś tego nie rozumie – nie powinien zabierać głosu.

Zwłaszcza P. Renata Zarzycka. Zanim omówię wszystkie Jej, bijące rekordy świata brednie medyczne, kilka słów wstępu.

ORWELL I MEDYCYNA

Jeszcze kilkanaście lat temu do głowy by mi nie przyszło, że w swoich popularno-naukowych publikacjach będę cytował Georga Orwella. Zastanówmy się, czy mam do tego prawo?

G.O. – “In times of universal deceit, telling the truth will be a revolutionary act”. Ten cytat to cała historia mojej samotnej walki z oszustwami homeopatii.

G.O. - "If liberty means anything at all, it means the right to tell people what they do not want to hear”. Genialna replika na listy "oburzonych" moją publicystyczną konsekwencją. Teraz wracamy do tematu.

SPEKTAKLE TERAPEUTYCZNE

Oszukanie pacjenta w XXI wieku, którego główną cechą jest (i będzie) wykładniczy rozwój nowych technologii medycznych nie jest proste. Trzeba zainwestować znaczne sumy w skomplikowane spektakle typu światło i dźwięk. Potrzebna jest również przemyślana scenografia i odpowiednie rekwizyty. Zwykle są to skomputeryzowane urządzenia z migającymi diodami i kolorowymi histogramami na tle seledynowej poświaty ciekłokrystalicznych monitorów. Fakt, że wyświetlać one mogą dowolne idiotyzmy typu „biorezonansu”, „biorytmów”, „częstotliwości drgań bakterii (leków, żywności)” jest znany.

Szkoda tylko, że procesory nie mogą zaprotestować, gdy instaluje się w nich idiotyczne programy. Być może, gdzieś głęboko, w samym ich sercu zaczyna kiełkować elektroniczna świadomość, że się w ten sposób prostytuują, ale cóż mogą zrobić? Muszą rejestrować szum informacyjny wytwarzany przez procesy elektryczne w organizmie pacjenta i przetwarzać go na szum dezinformacyjny w postaci abstrakcyjnych wskaźników, czynników, faktorów, wektorów, wielkości, wartości i tym podobnych, nikomu niepotrzebnych liczb i symboli.

Jedynym realnym powodem, dla którego produkuje się ten złom jest zysk ich producentów i stworzenie źródła natchnienia dla P. RENATY ZARZYCKIEJ

SZARLATANI

Aparaty te, same w sobie, nie stwarzają zagrożenia. Nawet małe dzieci mogą się nimi bawić „w doktora”. Prawdziwe niebezpieczeństwo to osoby, które nie mając bladego pojęcia o medycynie, rozpowszechniają wśród naiwnych informacje o cudownych zaletach diagnostyczno-terapeutycznych tych urządzeń i konfabulują na temat ludzi uzdrowionych przy ich pomocy.

„Wiedza” ludzi wierzących w skuteczność działania tych aparatów pochodzi z różnych źródeł. Np. P. Renata korzysta ze zbioru bredni leczniczych znanej oszustki Huldy Clark, zebranych w książce pt. „Kuracja życia”. Wg tej mitomanki wszystkie choroby są wywołane przez pasożyty, a co więcej są „uleczalne” przez konstruowane i sprzedawane przez nią urządzenia. Zasadność epitetów uzasadniają tytuły „publikacji” amerykańskiej znachorki:

1/ The Cure for All Cancers (Lekarstwo na wszystkie nowotwory)

2/ The Cure For HIV/AIDS (Lekarstwo na HIV/AIDS)

3/ The Cure for All Diseases (Lekarstwo na wszystkie choroby).

Przez pewien czas działalność H. Clark (powyżej) była w USA tolerowana, ale gdy swój elektro-złom zaczęła sprzedawać, a także podłączać do niego chorych, oszustką zainteresowała się agencja Food and Drug Administration oraz Federal Trade Commission. H. Clark uciekła wtedy ze stanu Indiana do Kalifornii, gdzie nadal prowadziła swoją przestępczą działalność. W 1999 roku, po 6 latach poszukiwań, została aresztowana i postawiona przed sądem za bezprawne wykonywanie zawodu lekarza i stosowanie oszukańczych, elektronicznych gadżetów do „diagnostyki i leczenia” chorych.

W Polsce oszukiwanie chorych przez szarlatanów odciąża finanse NFZ, a więc jest hołubione (vide: legalizacja działalności bioenergoterapeutów, astrologów, refleksologów itd.)

Adwokaci H. Clark stosując różne kruczki prawne uchronili ją od więzienia. Otrzymała jedynie zakaz „leczenia” elektro-złomem. Po tym procesie przeniosła się do Meksyku, gdzie założyła „Clark's Century Nutrition Clinic”. W 2001 roku władze meksykańskie nakazały zamknięcie „kliniki” i zapłacenie grzywny w wysokości 18.000$. Powód był identyczny, jak w USA.

H. Clark zmarła w 2009 roku. Przyczyną śmierci był szpiczak, którego nie potrafiła wyleczyć swoimi super-delux zapperami, sycncrometrami i sonicatorami stosowanymi w „leczeniu” zaawansowanych nowotworów, zgodnie z jej "New 21 Day dr Clark Program”.

AKOLICI SZARLATANÓW

Wydawałoby się, że znajomość tych faktów ostatecznie potwierdza niezrównoważenie umysłowe H. Clark podającej się za biolożkę, biofizyczkę, fizjolożkę, zoolożkę, botaniczkę oraz absolwentkę Clayton College of Natural Health, która to szkoła nie ma akredytacji Departamentu Edukacji w USA.

P. Renata lekceważy jednak te informacje na temat „ciekawej” osobowości Huldy Clark i zachwyca się jej cudownymi „technikami leczniczymi”. Polecając je „Beacie” (czyli mnie) pisze tak: na zasadzie "skanowania" obcych częstotliwości - znając całą tabelę odpowiednich częstotliwości dla każdej pleśni, wirusa czy pasożyta w organizmie, łatwo jest zidentyfikować intruza. Tu polecam każdemu książkę dr H.Clark - "Kuracja życia", gdzie takie tabelki sie znajdują, a przy okazji każda choroba jest przeanalizowana pod względem jej przyczyn, a to grzybów i bakterii lub pasożyta albo toksyny. To wspaniała książka.

"SKALA HARMONICZNA CZĘSTOTLIWOŚCI DRGAŃ BAKTERII, WIRUSÓW, PASOŻYTÓW I PASOŻYTEK (NP. MITOMANKI-OSZUSTKI HULDY CLARK)"

KTO TU ZWARIOWAŁ?

Książki skomentować się nie da, gdyż twierdzenie hochsztaplerki, że wszystkie choroby wywołane są przez pasożytnicze mikroorganizmy, z których każdy „drży” z inną częstotliwością - całkowicie ją dyskwalifikuje. Rezygnuję więc z komentarza i przechodzimy do istoty rzeczy.

APARAT MORA

„Beacie” chodziło o aparat MORA. Umieściłem więc w liście do P. Renaty wesoły fragment z mojego artykułu pt. „Homeopatia i inne brednie, czyli holizm w polskim sejmie”. Oto ten tekst: (…) Naukowe badania wykazały, że chore części ciała drgają patologicznie. (…) Leczenie polegać więc musi na ODEDRGANIU. Stosujemy wtedy aparat MORA (…) aparat stosuje „przeciwdrgania” i dołącza „drgania właściwe”.

(Uwaga! to nie jest cytat z kabaretu „Paranienormalni”).

Opis działania aparatu prezentowany przez jego użytkowników jest sam w sobie parodią. Ja uzupełniłem go (jako „Beata”) jedynie o dwie frazy (wytłuszczona czerwona czcionka). Obie są oczywiście kompletnie bezsensowne. Profesjonalistka R.Z. niczego nie zauważyła. Oto jej wywód:

Renata Zarzycka: Zgadzam się z Pani opisem - "Naukowe badania wykazały, że zdrowe części ciała drgają inaczej niż chore (…).

„DRGANIOLOGIA”

A.G. Nikt, nigdy i nigdzie nie prowadził żadnych badań naukowych nad rozedrganiem tkanek organizmów żywych. Nikomu nie udało się wykryć żadnych drgań patologicznych, żadnych drgań fizjologicznych, żadnych drgań leczniczych, żadnych przeciwdrgań, żadnych drgań harmonicznych, dysharmonicznych, dychawicznych, filatelistycznych lub filharmonicznych. Wszystkie te określenia to klasyczny bełkot.

Tylko mnie udało się wymyślić nową metodę leczenia, która polega na ODEDRGANIU. Słowo to wziąłem z sufitu, ale nawet taka "specjalistka", jak P. Renatka nie zanegowała istnienia tej kabaretowej metody "terapii".


NAUKA

Prof. D. Nolte i prof. C. Schultze-Werninghaus z Niemiec stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że brak jest podstaw naukowych do stwierdzenia, by biorezonans miał jakąkolwiek wartość diagnostyczną czy terapeutyczną. Negatywną ocenę wydało również Niemieckie Towarzystwo Naukowo-Badawcze w dziedzinie Immunologii i Alergologii (18 sierpnia 1993 r.) oraz Polskie Towarzystwo Alergologiczne (29 sierpnia 1996). Oto cytat z tego ostatniego orzeczenia:

W sensie merytorycznym metoda biorezonansu bazuje na niezweryfikowanych podstawach i w zastosowaniach praktycznych nie ma istotnego znaczenia diagnostycznego oraz wartości leczniczej, stanowiąc jednocześnie spore niebezpieczeństwo dla chorych w aspekcie zaniechania koniecznego leczenia”.

Taka jest rzeczywistość. Nie ma bowiem możliwości, by przyłożone do skóry elektrody mogły wykryć (cytuję zwolenników metody): „obecność: pasożytów, grzybów, bakterii, toksycznych związków chemicznych, zanalizować stan układu pokarmowego, wykryć kandydozę jelitową, procesy gnilne i fermentacyjne, wykonać test obciążeń promieniowaniem geopatycznym, elektrosmogiem, określić kwasowość tkanek i narządów, wykonać test substancji nietolerowanych i alergenów, przeprowadzić test niedoborów i nadmiarów mikroelementów, ocenić układ nerwowy, obciążenie splotów nerwowych oraz indywidualnie dobrać leki

W tym zestawieniu brakuje mi jeszcze dowodu na to, że aparat MORA może przewidywać pogodę i humor teściowej.

Ale wg P. Renaty wszystko jest możliwe. Tyle, że za 50 lat!

Oto jej słowa: (…) Zabiegi identyfikacyjne dla infekcji i pasożytów w organizmie - póki co - nie mieszczą się w zakresie klasycznych badań i klasycznego leczenia. To wyższy poziom naukowego podejścia do choroby i leczenia. Może sposób ten wejdzie do powszechnego użytku za jakieś 50 lat (…).

Prorokini? Szamanka?

APARAT MORA c.d.

Nie podejmuję się przewidzieć, co będzie można wykryć za 50 lat. Ale na pewno da się wtedy ustalić możliwości każdego człowieka w zakresie dostosowywania indywidualnych wibracji do wibracji Uniwersum. Niektóre szamanki już czują te wibracje. Zapewniają im to kosmiczne wibratory.

Ale wracajmy do tematu, czyli aparatu MORA.

Oto jego możliwości lecznicze (cytuję):grzybice przewodu pokarmowego, zatrucia toksynami środowiskowymi (środki chemiczne ogólnodostępne jak i zawodowe), choroby układu krążenia, ostre i chroniczne stany bólowe i zapalne (bóle głowy, migreny, zapalenia zatok), choroby przemiany materii (otyłość, chroniczne zaparcia), choroby nerek, choroby wątroby, choroby układu pokarmowego, cukrzyca, nałogi (terapia antynikotynowa, antyalkoholowa), choroby reumatyczne i degeneracyjne, osteoporoza, choroby skóry, choroby pasożytnicze i wiele innych”.

Genialne: toż to cała medycyna. Po cholerę więc, studiować. Wystarczy nabyć aparat MORA i otworzyć konto w banku. Pamiętać tylko trzeba o dywersyfikacji dochodów.

Aha … byłbym zapomniał. „Korzystne jest”, pisze P. Renata do „Beaty”: „przebywanie w polu dobrego promieniowania dla danego narządu - o czym Pani pisała niżej …. „

Przepraszam, nic takiego nie pisałem i dlatego nie rozumiem, czy chodzi o promieniowanie głupoty „żył wodnych”, czy wysokoenergetyczne promieniowanie o energii kwantu większej od 50 elektronovoltów, czy promienne spojrzenie błękitnych oczu.

KONKLUZJA

Czy może być coś bardziej żałosnego, niż wykształcona (?) osoba, która podobne brednie nazywa odkryciami naukowymi, poleca, reklamuje i wierzy w ich skuteczność? Jasne, że to wynik negatywnej selekcji. Jeśli ktoś nie radzi sobie ze zrozumieniem rzeczywistości, to uruchamia drugi ośrodek mowy i plecie, co mu ślina na język przyniesie.

Ja to rozumiem i współczuję, ale ostrzegam. Ostrzegam przed ludźmi, którzy mówią o odblokowywaniu energii, spektrach mikromagnetycznych, terapii bazowej, biologiczno-fizycznych filtrach, chorobotwórczych informacjach, terapeutycznych sygnałach, lustrzanych kuracjach, całościowych terapiach itp. - wymieniać można bez końca. Tylko po co? We współczesnej fizyce, chemii, biologii i medycynie taka terminologia jest wyłącznie źródłem niewybrednych dowcipów.

Nie mam racji, P. Renato? I dobrze radzę, jeśli Pani nie rozumie znaczenia jakiegoś słowa (a takich jest większość w Pani pseudomedycznych tekstach), proszę go nie używać. Ośmiesza Pani siebie i swoje nazwisko: ZARZYCKA

Niemniej, ta sama uwaga, jak w pierwszym akapicie tego rozdziału, odnosi się takze do specyficznie wykształconej osoby przedstawionej nizej, która wydała rozporządzenie, by wysoko rozcieńczone "leki" homeopatyczne wydawać tylko na receptę. Nazwisko: KOPACZ

OTO TAKI "LEK"

STUK, PUK, LASKĄ W PODŁOGĘ

SEJM, SEJM, WYDAJE ZGODĘ ........

Pamiętacie? Maciej Zembaty i "Sejm kalek"

ŻYCIE CODZIENNE

Przed kilkoma tygodniami otrzymałem list, w którym rzecznik jednej z centralnych instytucji związanych z wydawaniem certyfikatów na wyroby medyczne, poprosił mnie o formalną opinię na temat skuteczności leczniczej aparatu MORA. Faktem tym byłem nieco zażenowany, gdyż wyglądało to tak, jak gdyby ktoś poprosił mnie o ocenę wartości leczniczej ekspresu do kawy lub odkurzacza.

Prośbę potraktowałem jednak poważnie i dokładnie tak, jak kilka akapitów wstecz, opisałem możliwości tego urządzenia. Na koniec dodałem tylko jedno zdanie, cytuję: „Każde słowo w tym tekście jest kłamstwem”.

Obawiam się, że będą kłopoty z certyfikatem dla tego złomu.

CIĄG DALSZY PORAD PANI RENATY DLA „BEATY”

Bohaterka naszej opowieści wspomina jeszcze o wspaniałym instrumencie diagnostyczno-leczniczym o nazwie OBERON. Tu sytuacja jest jasna. Dokumenty Naczelnego Sądu Lekarskiego wskazują na to, że jeden z lekarzy został prawomocnie skazany za posługiwania się tym aparatem w celach terapeutycznych. W uzasadnieniu wyroku możemy przeczytać, że mechanizm działania aparatu przywodzi na myśl literaturą fantastyczno-naukową i to w wersji dla dzieci i młodzieży.

A sąd był wyjątkowo życzliwy. Dał lekarzowi dwa lata na znalezienie choćby jednej wiarygodnej publikacji, która dowodziłaby skuteczności działania aparatu. W tym czasie jednak urządzenie badali biegli sądowi. Ich ocena nie była najlepsza. Padły słowa: oszustwo, fałszywe badanie i - co najgorsze – atrapa. Przez chwilę, myślałem, że to „literówka”, gdyż wyraz atrapa składa się z takich samych liter, jak aparat. Z błędu wyprowadziła mnie analiza prawna, z której wynikało, że za to oszustwo można szarlatanowi wytoczyć sprawę karną przed sądem powszechnym.

Prof. dr hab. med. Jerzy Kruszewski, konsultant krajowy ds. alergologii podsumował całą sprawę tak:

1/ Stosowanie urządzenia OBERON w medycynie "nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia".
2/ Podstawy teoretyczne działania tego urządzenia, na jakie powołują się jego zwolennicy, są "spekulatywne", nie są poparte doświadczeniem, mają najwyżej charakter wymyślonych, lecz niedowiedzionych hipotez.
3/ Niezależnie od braku podstaw teoretycznych - nie ma też żadnego dowodu na skuteczność praktyczną stosowania aparatu OBERON. Nie są znane żadne wiarygodne badania, wykonane na zasadach GMP (Dobra Praktyka Wytwarzania), które by potwierdzały, że owo urządzenie wykazuje jakąkolwiek użyteczność.
4/ W ogóle nie wiadomo, czy aparat cokolwiek ocenia, a jeśli nawet, to jaki to ma związek ze stanem zdrowia.
5/ Aparat OBERON występuje praktycznie tylko na gruncie tzw. medycyny alternatywnej (obok m.in. "akupunktury, medycyny chińskiej, tybetańskiej, bioenergoterapii, biorezonansu").

NO I KICHA!

Jeśli dobrze zrozumiałem P. Renatę aparaty Mora i Oberon mają głównie znaczenie diagnostyczne (cytuję): „(…) szczególnie wtedy, kiedy klasyczne badania zawiodą. Jest wiele osób, które mają dobre wyniki badań mieszczące się w normie, chodzą latami do lekarza i "zawracają " mu głowę swoimi chorobami, cierpią, są obolałe, zmęczone, ale wyniki badań mają w porządku. Lekarz najczęściej wysyła ich do... psychiatry. Poznałam wiele takich osób. Tymczasem okazuje się, że po badaniu urządzeniem MORA, OBERON czy też badaniu aparatem SALVIA dowiadując się o intruzach bytujących w organizmie, mamy pełniejszy obraz tego, co się tam dzieje i dlaczego chorujemy. Teraz należy już tylko na zasadzie odpowiednich częstotliwości, wyniszczać pasożyty, ale jednocześnie trzeba prowadzić równoległą kurację oczyszczającą - udrożniającą główne kanały wydalnicze i wypłukującą martwe resztki bakterii i grzybów czy inne - toksyn.

Dodatkowo można - tak jak Pani pisze – (nic takiego nie pisałem) uruchomić odpowiednie urządzenie naprawcze dla chorych komórek i uruchomić odpowiednie urządzenia - specjalny materac lub przenośny BioHarmonex” . Ten ostatni „stara się pomagać w poprawie rezonansu komórek serca czy też wątroby bądź mózgu tak, aby ich błony komórkowe drgały w zdrowych częstotliwościach. (….).

Zadrżałem z wrażenia. Moje błony komórkowe zamigotały …

APARAT SALVIA I BIZNESPLAN

Poniższy biznesplan prezentuje witryna Podkarpackiego Centrum Promocji Zdrowia:

Badanie VEGA-TEST APARATEM SALVIA: Aparat Salvia umożliwia uzyskanie szeregu informacji, które dla diagnostyki konwencjonalnej są nieosiągalne. Za pomocą pomiarów zmian oporności skóry pozwala na wykonanie dokładnej mapy obciążeń toksycznych organizmu. Potrafi przetestować aż kilka tysięcy rzeczywistych obciążeń toksycznych organizmu, a także przydatność pożywienia i składników diety, leków oraz pobieranych suplementów. Choć aparat Salvia nie ma możliwości diagnostyki mikrobiologicznej badań laboratoryjnych, to w medycynie detoksykacyjnej ważne jest, że potwierdza szkodliwość określonych toksyn dla konkretnego organizmu. W ten sposób zajmujemy się tą toksyną, której usunięcie jest niezbędne dla stopniowej poprawy stanu zdrowia.
VEGA-TEST umożliwia wykrycie następujących patogenów: grzyby, bakterie i wirusy, pasożyty, obciążenia związkami chemicznymi (toluen, benzen, pestycydy i inne), obciążenie metalami ciężkimi (ołów, rtęć, kadm, itp.). Określa również wpływ określonych szczepionek na organizm pacjenta, istnienie niedoboru witamin, pierwiastków i związków mineralnych oraz zaburzenia poziomu hormonów i enzymów i występowanie stanów przedrakowych i rakowych. Aparat Salvia lokalizuje również występowanie danych patogenów testując kolejno każdy narząd pacjenta.
Przeciwwskazaniem do przeprowadzenia badania jest ciąża oraz rozrusznik serca.
Badanie jest bezbolesne i trwa około 1-1,5 godziny. Jego rezultatem jest „mapa toksyn” czyli rozmieszczenie poszczególnych patogenów w określonych narządach.
Nasze Centrum jest oficjalnym dystrybutorem preparatów Joalis, których zadaniem jest eliminacja toksyn z organizmu. Preparaty ordynowane są na podstawie badania aparatem SALVIA.

Aparat ten to prymitywny omomierz, który służy do pomiarów zmian oporności elektrycznej skóry. Oporność może być mniejsza lub większa. Co z tego wynika? Nic.

Wprawdzie w podkarpackim opisie czytamy, że aparat diagnozuje setki lub tysiące stanów patologicznych, ale gdyby P. Renatę wpuszczono chociaż raz do nowoczesnego laboratorium i zobaczyłaby tam stopień skomplikowania analizatorów, detektorów, spektrometrów itp. urządzeń, które są potrzebne do wykonania jednej dziesiątej w/w badań, nie zachęcałaby do stosowania omomierza Salwia.

Wiemy więc, że opis mechanizmu działania aparatu Salwia jest po prostu elementem biznesplanu. Aparat „wykrywa toksyny”. A co należy zrobić z „toksynami”? Oczywiście usunąć. Ale jak?

Trzeba po prostu wyłożyć gotówkę na preparat Joalis. Proste?

APARAT BIO-HARMONEX

Uff! To już ostatnie urządzenie polecane „Beacie” przez P. Renatę. Cytuję oryginalny opis działania tego kieszonkowego uzdrawiacza:

„Poprzez wytwarzanie sygnałów o tzw. ekstremalnie niskiej częstotliwości, BioHarmonex ingeruje, na poziomie tkanek, w procesy elekromagnetyczne sterujące organizmem. Emituje impulsowe pole magnetyczne dla poszczególnych narządów w organizmie człowieka zgodnie ze swoim oprogramowaniem. Efektem pobudzenia odpowiednich mechanizmów regeneracyjnych organizmu jest przywrócenie stanu jego wewnętrznej równowagi. Skuteczność urządzenia potwierdzają także badania kliniczne. Jego podstawową zaletą jest niezwykle wszechstronny zakres możliwości oraz brak działań niepożądanych (…)

Nasz świat jest światem formy, a więc jedynym sposobem dla naszego świata, aby wejść w obszar wzajemnego oddziaływania z bezpostaciową energią Punktu Zero jest Tachyon. Sama w sobie energia Tachyon zachowała całą informację potrzebną do stworzenia idealnego Kontinuum Energii dla każdej zindywidualizowanej formy życia. Wszystko, co dzieje się w ciele ludzkim, już istnieje w przestrzeni Tachyonu w idealnej formie.

BioHarmonex III generacji zawiera 25 kompleksowych programów, które mogą być wykorzystywane w celach profilaktycznych lub jako uzupełnienie zalecanej terapii.

Dostarcza potencjału do odtworzenia harmonijnie leczących częstotliwości, tworząc efekt neg-entropy (przeciwdziałający zakłóceniom energetycznym w komórkach). Porządkuje to, co było zdezorganizowane. Układa i odtwarza pola SOEFs (Pole Subtelnie Zorganizowanych Energii) w komórkach do ich naturalnego stanu porządku i równowagi".

ZAKOŃCZENIE

Mam nadzieję, że powyższego bełkotu nie muszę już komentować. Każdy inteligentny Czytelnik, który przeczytał moje uwagi o poprzednich trzech urządzeniach zrobi to sam.

Z mojej strony jeszcze tylko kilka ogólnych spostrzeżeń. Publikowałem je w innych artykułach, ale sądzę, że warto jeszcze raz je powtórzyć.

JAK POWSTAJE POPYT NA PSEUDO-MEDYCYNĘ?

Wg J.A. Paulosa przyczyną jest analfabetyzm matematyczny, czyli brak elementarnej swobody w posługiwaniu się liczbami i ocenianiem prawdopodobieństwa, a w rezultacie nieumiejętność logicznego wnioskowania („Analfabetyzm matematyczny i jego skutki”, 1999). To oczywiście prawda, ale nie cała. W Polsce równie ważną przyczyną jest powszechny analfabetyzm w dziedzinie wiedzy empirycznej będący m.in. skutkiem skostniałego, „humanistycznego” modelu szkolnictwa wyższego. W takim świecie, zamiast odkrywać nowe technologie (vide Finlandia) marnuje się czas i potencjał intelektualny dłubiąc „naukowo” w polityce, filozofii, ekologii, psychologii, lingwistyce, pedagogice lub nawet zjawiskach paranormalnych (http://tiny.pl/hqg82). Efektem tej, w dużej części jałowej pracy, są opisy „nowych” wizji świata wyposażonego w „słuszne” idee tolerancji, pluralizmu, poprawności politycznej, pozytywnego myślenia, bezstresowego nauczania, walki o prawa inaczej zorientowanych itp. W ten sposób bije się pianę tworząc cieplarniane warunki dla rozwoju postmodernistycznego relatywizmu, który przyspiesza ucieczkę od rozumu i zwykłego, oczyszczonego z ideologii, racjonalnego myślenia.

Jeśli przerysowuję, to tylko trochę i tylko w celu dydaktyczno-ostrzegawczym.
Nikt bowiem nie może zaprzeczyć, że nonsensowne idee zawładnęły już elitami władz publicznych. Zaczęło się od ustalania prawd naukowych przez głosowanie. Na początek parlament obalił II zasadę termodynamiki i prawo Avogadra oraz potwierdził istnienie metafizycznych zjawisk takich, jak „pamięć wody” lub „leczenie bodźcem informacyjnym” (nowelizacja ustawy „Prawo farmaceutyczne”). Potem poszło już łatwiej i do rejestru zawodów wpisano uzdrowicieli (bioenergoterapeutów), astrologów, wróżbitów, refleksologów (p. niżej). http://tiny.pl/hqg88).

Zapomniano wprawdzie o złodziejach i jasnowidzach, ale myślę, że tylko chwilowo. Z tymi ostatnimi, na przykład - współpracuje od dawna policja (http://tiny.pl/hqg86). Nie budzi więc mojego zdziwienia, że w tym paranormalnym świecie, statystyczny Polak nie umie odróżnić przypadkowych korelacji od związków przyczynowych.

A to właśnie dlatego oszustom medycznym tak łatwo wmówić ludziom dowolną bzdurę. Przykład? Proszę bardzo: wiadomo, że ponad 90% najczęściej występujących chorób i sezonowych niedomagań ulega samowyleczeniu. Nawet w przebiegu poważniejszych schorzeń zazwyczaj występują okresy remisji. Wszystkie więc tzw. „alternatywne terapie”, np. „dotyk ręki”, „niedotyk nogi” lub „leczenie przez Internet” mogą sprawiać wrażenie skutecznych w 90%.

A nikt nie zastanawia się nad tym, że w tej sytuacji, prawdziwie cudownym zdarzeniem byłby brak (sic!) wyleczenia.

WYBÓR SPOSOBU LECZENIA

Wg mojej skromnej oceny 80% naszego społeczeństwa (lub więcej) nie ma zielonego pojęcia, jakimi kryteriami należy się posługiwać przy wyborze rodzaju terapii. Niezależnie od tego, czy porady udziela rzetelny specjalista, wróżka, bioterapeuta, szaman, radiesteta, astrolog, czy telewizor. To ostatnie urządzenie sprowadza najwięcej nieszczęść. Z trzech powodów: po pierwsze – milionowa oglądalność, po drugie – brak elementarnej wiedzy o metodologii naukowej u dziennikarzy prowadzących audycje z udziałem hochsztaplerów medycznych, po trzecie – śmierdzący konflikt interesów.

PENIZE NESMRDI

Zacznijmy od punktu trzeciego: gdy przed rokiem wygrałem w Warszawskim Sądzie Okręgowym (!) decydujące starcie z Izbą Gospodarczą „Farmacja Polska”, która reprezentowała koncerny homeopatyczne o milionowym kapitale (Boiron, Heel i in.) – pies z kulawą nogą się tym nie zainteresował. A był to medialny hit. Po raz pierwszy w Europie sąd wyraźnie stwierdził, że argumenty naukowe są dostatecznie wiarygodne, by opublikowanie tekstu ze stwierdzeniem, że homeopatia jest oszustwem, a „leki” homeopatyczne to fałszywki (http://tiny.pl/hqg83) – nikogo nie zniesławiało. Skąd więc zmowa milczenia wokół wyroku? To jasne: penize nesmrdi. Polskie media łykające wielkie pieniądze za reklamę „leków” homeopatycznych nie mogą jednocześnie informować czytelników, że sąd przyznał rację wrogowi homeopatii nr 1. Ale Internet może.

Jako pierwszy zareagował znany angielski fizyk, pisarz i propagator nauki Simon Singh, który pisząc książkę „Trick or Treatment?” i dedykując ją księciu Walii ośmieszył nie tylko „medycynę alternatywną” , ale również - korzystającą z usług homeopatów - angielską rodzinę królewską.

Nie zapomniano mu tego i gdy w jednym ze swoich felietonów napisał, że nieuczciwością jest stosowanie zabiegów kręgarskich w leczeniu astmy u dzieci (nie tylko lekarze rozumieją, jaki to absurd), Brytyjskie Towarzystwo Chiropraktyków pozwało go do sądu. Wtedy rozpętała się burza. W jego obronie wystąpiły prestiżowe instytucje naukowe oraz blisko 17 tysięcy znanych osób z całego świata (http://tiny.pl/hqgsh). Angielskie prawo opiera się jednak na precedensach (common law), a nie na regułach słuszności.

Dlatego Simon Singh szukał precedensu i znalazł go w … Polsce. Napisał do mnie list z zapytaniem, czy zgodzę się, by mógł przedstawić angielskiemu sądowi materiały z mojego, wygranego procesu z homeopatami. Nie muszę chyba pisać, że wysłałem mu odpowiednie informacje. Tym bardziej, ze znałem go z wcześniejszych, wydanych także po polsku, znakomitych ksiązek.

Polskim wyrokiem w sprawie homeopatii zainteresował się także prof. Stephen Barrett, prezydent amerykańskiej Narodowej Rady ds. Zwalczania Oszustw Leczniczych – największej tego typu organizacji na świecie, który poprosił mnie o przetłumaczenie najbardziej istotnych fragmentów akt sądowych. Nie przypuszczam, by robił to dla zaspokojenia własnej ciekawości. Tak więc, klęska homeopatów w sądzie będzie szerzej znana w USA, niż w Polsce.

Przypominam jeszcze raz. 90% polskich audycji telewizyjnych i publikacji prasowych oraz blisko 100% informacji Internetowych na temat „medycyny alternatywnej” ma charakter dezinformacji, gdyż ich autorami są analfabeci matematyczni i ignoranci naukowi.

GŁUPEK ZWYKŁY, MATEMATYKA I CYBER-NIERZĄD

O dziwo, analfabeci matematyczni nie wstydzą się swojej ignorancji, ba!, poczytują to za dowód obdarzenia ich przez naturę „mądrością humanistyczną”. Nic bardziej błędnego. Matematyczny głupek jest głupkiem zwykłym, tyle tylko, że tak rozpowszechnionym, że aż „niewidzialnym”. Ileż to razy słyszałem z telewizora wyznania znanych „humanistów”: „zawsze miałe(a)m kłopoty z matematyką” , „w matematyce nie byłe(a)m najlepszy(a)”, „maturę z matematyki zdałe(a)m tylko dzięki ściądze” itp.

Tę chorą sytuację wykorzystuje gromada oszustów, którzy w zamian za słone honorarium, urządzają teatr jednego aktora (i jednego, chorego widza).

Dawniej zasadniczą rolę w przedstawieniu odgrywały rekwizyty w postaci wahadełek, różdżek, kryształów, polnych kamieni, dzwoneczków, światełek, odpromienników, piramidek, kadzidełek, kasztanów, huby, magnesów, sadła świstaka, liści kapusty i wszystkiego tego, co przyszło do głowy pierwszym, etruskim szamanom z Cromagnon i co potrafią wykombinować uzdrowiciele XXI wieku.

Dzisiaj tę rolę pełnią elektroniczne nierządnice o dźwięcznych imionach typu MORA, OBERON, SALVIA lub BIOHARMONEX.

PRZYPIS KOŃCOWY

Uprzedzam, że anonimowe komentarze do tego artykułu muszą zawierać spis odpowiedniego piśmiennictwa z listy filadelfijskiej.

Inwektywy opublikuję tylko wtedy, jeśli będą oryginalne i zabawne.

Opublikuję również każdy komentarz „oburzonych”, jeśli tylko będzie zawierał imię i nazwisko autora (weryfikacja standardowa, konieczne dane teleadresowe)

Ten wpis czytano 6733 razy.
Panie Janie.
Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to właśnie to, że każdy ma prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć (Orwell).
Ja dodam: pod własnym nazwiskiem.

Andrzej Gregosiewicz - Niedziela, 27 Listopad 2011 08:50
P.S Niestety coś mi sie nacisnęło i nie wiem co poszło w komentarzu, jeśli okaże sie że treść jest niejasna, to prosze tego nie puszczać. w koncowym zdaniu chodziło mi o to czy może Pan zając stanowisko w sprawie reklam środków p.b. Z szacunkiem Jan.
Jan - Niedziela, 27 Listopad 2011 02:37
Jak ja żałuję że skasowalem blog swój ,, Cudowne zioła w plastikowej butelce,, - to by się pan doktor uśmiał. Niestety mam obyczaj kasowania starszych wpisów, teraz żałuję. Co do tego wpisu, czytałem już dwa razy. Nie znajduje przyczyn do oburzenia tym razem. Udowodnione - znaczy nie ma oburzenia. Choć ja raczej nie operuję nazwiskami, ze względu na możliwość poczucia poniżenia danej osoby, ale tu musze uznać to za sprawiedliwość. Na tamtym blogu też było pana nazwisko. Bezstronność moja nie podlega ocenie. Zawsze staram się być uczciwym w tym co piszę i komentuję. I tu musze przyznać rację, bez odniesienia do osób, lecz co do merytorycznej części blogu. Niebawem napiszę blog o tym co uczyniła mi opisana przez pana niejaka pani Gulda. Raczej jej książka. Ten blog zadedykuję Panu. Tym razem z szacunkiem za udowdnienie prawdy bez obrażania ludzi po podstawówce.
Jan - Niedziela, 27 Listopad 2011 02:33
Doprecyzowuję:
Jeżeli ktoś chce udowodnić, że nie mam racji, ma do tego pełne prawo. Ale ja chciałbym znać źródła tej " innej wiedzy". Będę mógł wtedy przeanalizować krytyczne publikacje i jeśli okaże się, że popełniłem błąd, na pewno publicznie to oznajmię i podziękuję komentatorowi. Prawdziwa nauka polega właśnie na próbach obalania nowych hipotez. Nie będę natomiast pomagał w rozpowszechnianiu pseudonaukowej groteski na swoim blogu.
Np. chorych koncepcji typu bredni P. Renatki nikt tutaj nie uświadczy.
Andrzej Gregosiewicz
Andrzej Gregosiewicz - Sobota, 26 Listopad 2011 15:40
Wreszcie ktoś tu na tym portalu zabrał się za ,, tą ,,specjalistkę ,,panią Renatę , która moim zdaniem uprawia szarlatanerię XXI wieku...brawo ! wiem, że prosił Pan o podanie imienia i nazwiska komentującego , ale proszę mi wybaczyć- zwykłe tchórzostwo z mojej strony lub pragnienie za wszelką cenę świętego spokoju( już tu jakiś czas goszczę na tym portalu i wiele ,, widziałem ,, akcji ...)Z poważaniem Anonim :))
Gość ANONIM - Sobota, 26 Listopad 2011 13:45
Odsłon: 74013
Andrzej Gregosiewicz
Profesor zwyczajny, kierownik Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Od 2001 roku prowadzi walkę z oszustwami leczniczymi typu homeopatii, bioenergoterapii, radiestezji i innymi rodzajami tzw. "medycyny alternatywnej".
<< Maj 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »